Zapiski i przemyślenia zwariowanej gospodyni




Kategorie: Wszystkie | Kulinarne | Moje wiersze | O wszystkim
RSS
piątek, 27 lutego 2009
Tańcz mnie
Czy to spowodowane wiekiem, czy tym, że ostatnio gorzej się czuje? A może dopadło mnie przesilenie wiosenne? Ale chyba na to  troche za wcześnie? A może całokształt tego, co ostatnio w moim życiu się dzieje, może wszystko naraz. No nie ważne, ale to wszystko sprawia, że, nostalgicznie zaczęłam wspominać minione lata. Dochodzę do wniosku ,że w pewnym momencie swojego życia człowiek zatrzymuje się w dziwnej próżni. I niby między ludźmi a w takiej pustce siedzi. Więcej zaczyna wspominać niż planować A tę piosenkę uwielbiam, emanując swoim erotyzmem wyjątkowo mnie melancholijnie nastraja... I tu powinnam napisać dużymi literami - I TYLKO TAŃCA MI BRAK.
A piosenka czy nie jest piękna?
 
Tańcz mnie po miłości kres
tłumaczenie Wojciech Mann

Tańcz mnie w swoją piękność dźwiękiem skrzypiec, ogniem nut.
Tańcz mnie poprzez rozpacz aż do bezpiecznego snu.
Jak gałązkę mnie oliwną w stronę domu nieś.
Tańcz mnie po miłości kres.

Chcę patrzeć na twe piękno, kiedy nikt nie widzi nas.
Ujrzeć w twoich ruchach dawny Babilonu blask.
Pokaż z wolna to, co tylko ja o tobie wiem.
Tańcz mnie po miłości kres.

Teraz mnie do ślubu tańcz, tańcz mnie wciąż i wciąż.
Tańcz mnie bardzo, bardzo czule, tańcz mnie długo w noc.
Jesteśmy już z miłości tej, ponad nią, ponad nią, w niej.
Tańcz mnie po miłości kres.

Tańcz mnie do tych dzieci, które chcą się rodzić nam.
Przez zasłony, które spalił pocałunków żar.
Utkaj schron bezpieczny nam, choć nitka wciąż się rwie.
Tańcz mnie po miłości kres.

Tańcz mnie w swoją piękność dźwiękiem skrzypiec, ogniem nut.
Tańcz mnie poprzez rozpacz aż do bezpiecznego snu.
Pieść mnie ręką w rękawiczce, gołą ręką pieść.
Tańcz mnie po miłości kres.


czwartek, 26 lutego 2009
Bajka o Miłości

 

 Opowiadanie

 Dawno, dawno temu, na oceanie istniała wyspa, którą zamieszkiwały emocje, uczucia oraz ludzkie cechy - takie jak: dobry humor, smutek, mądrość, duma; a wszystkich razem łączyła miłość.

Pewnego dnia mieszkańcy wyspy dowiedzieli się, że niedługo wyspa zatonie. Przygotowali swoje statki do wypłynięcia w morze, aby na zawsze opuścić wyspę. Tylko miłość postanowiła poczekać do ostatniej chwili.

Gdy pozostał jedynie maleńki skrawek lądu, miłość poprosiła o pomoc.

Pierwsze podpłynęło bogactwo na swoim luksusowym jachcie. Miłość zapytała:

- Bogactwo, czy możesz mnie uratować?

- Niestety nie. Pokład mam pełen złota, srebra i innych kosztowności. Nie ma tam już miejsca dla ciebie - odpowiedziało Bogactwo.

Druga podpłynęła Duma swoim ogromnym czteromasztowcem.

- Dumo, zabierz mnie ze sobą! - poprosiła Miłość.

- Niestety nie mogę cię wziąźć! Na moim statku wszystko jest uporządkowane, a ty mogłabyś mi to popsuć... - odpowiedziała Duma i z dumą podniosła piękne żagle.

Na zbutwiałej lódce podpłynął Smutek.

- Smutku, zabierz mnie ze sobą! - poprosiła Miłość.

- Och, Miłość, ja jestem tak strasznie smutny, że chcę pozostać sam - odrzekł Smutek i smutnie powiosłował w dal.

Dobry humor przepłynął obok Miłości nie zauważając jej, bo był tak rozbawiony, że nie usłyszał nawet wołania o pomoc.

Wydawało się, że Miłość zginie na zawsze w głębiach oceanu...

Nagle Miłość usłyszała:

- Chodź! Zabiorę cię ze sobą! - powiedział nieznajomy starzec.

Miłość była tak szczęśliwa i wdzięczna za uratowanie życia, że zapomniała zapytać kim jest jej wybawca.

Miłość bardzo chciała się dowiedzieć kim jest ten tajemniczy starzec. Zwróciła się o poradę do Wiedzy.

- Powiedz mi proszę, kto mnie uratował?

- To był Czas - odpowiedziała Wiedza.

- Czas? - zdziwiła się Miłość. - Dlaczego Czas mi pomógł?

- Tylko Czas rozumie, jak ważnym uczuciem w życiu każdego człowieka jest Miłość - odrzekła Wiedza.

Autor nieznanyMiłość

środa, 25 lutego 2009
Paszteciki z czołgistą
Wczorajszy dzień nasza ciężaróweczka miała bardzo pracowity. Ponieważ bąbelek nie spieszy się na świat ( właściwie to ma rację, zapowiadają poprawę pogody )postanowiła robić zapasy jedzeniowe. A konkretnie upiec paszteciki z mięsem , grzybami i kapustą i zamrozić. Pomysł całkiem dobry, wszyscy lubimy barszcz czerwony a z pasztecikami jest przepyszny. Zaczęłyśmy więc robić paszteciki, zagniotłam ciasto, dobrze że z tego przepisu jest wyjątkowo łatwe do zrobienia, robimy paszteciki często zwłaszcza po niedzielnym rosole jak zostaje sporo mięska. Robimy sobie pomalutku te paszteciki rozmawiając o różnych rzeczach, aż naszło nas na wspominanie.Nasz kochany samochodzik przypomniał sobie, jak to jej brat będąc na przepustce z wojska w domu czołgistę udawał. Ale może najpierw to dam przepis na te wspaniałe, łatwe do zrobienia paszteciki, mogą być jako dodatek do barszczu czerwonego, do rosołu a i z zupa ogórkową tez nieźle smakują.
paszteciki -składniki ciasta
2 szklanki maki
12,5 dag masła roślinnego lub margaryny
½ szklanki śmietany
2 dag drożdży
pół łyżeczki soli i szczypta gałki muszkatowej
do posypania kminek lub inne ziółka , my lubimy z ziołami prowansalskimi
Na farsz - co mamy, może być mięso gotowane, zmielone, wymieszane z przesmażoną cebulką , mogą być smażone i posiekane drobniutko pieczarki, do farszu z pieczarek lub innych grzybów i do farszu z kapusty dodajemy jajko.
Ciasto robimy bardzo prosto, każdemu się uda, śmietanę mieszamy z drożdżami, dodajemy do posiekanej z tłuszczem mąki, nie zapominamy o soli wszystkie składniki siekamy a na koniec zagniatamy. Gdy mamy już jednolite ciasto, nakrywamy je miską i bierzemy się za przygotowywanie farszu, mięso mielimy z przesmażoną cebulką, jeśli chcemy zrobić paszteciki grzybowe to gotujemy wcześniej grzyby i tez mielimy lub drobniutko siekamy, tak samo przygotowujemy kapustę, mieszamy z jajkiem. Farsz musi być dosyć gesty. Gotowy farsz nakładamy na pasy z ciasta( robimy ruloniki i rozwałkowujemy na paski ) i zwijamy jak roladę smarujemy roztrzepanym żółtkiem i posypujemy ulubionymi ziołami. kroimy na poprzeczne paseczki i pieczemy około 15 minut w temperaturze 250 stopni.
paszteciki
 
A wracając do wspomnień, było to kilkanaście lat temu, właśnie Makro otworzyło swoją następną hurtownie. Na otwarcie, w promocji dali sporo ciekawych towarów w atrakcyjnych cenach. Mnie bardzo zainteresowały komplety garnków, były ładne i w przyzwoitej cenie. Mąż znając moją słabość do promocji dodatkowo zachęcał mnie do kupna ich. No więc pojechałam i wróciłam z pięknym 6-częsciowym kompletem. Tego dnia z na przepustkę z wojska przyjechał do domu syn. Oglądał te garnki opowiadając nam ciekawie o wojsku, w pewnym momencie, mówiąc jak czuł się siedząc w czołgu wziął jeden z garnków wciskając sobie go na głowę jako hełm. Oczywiście ja zwróciłam natychmiast uwagę żeby zdjął go natychmiast bo ja będę w nim gotowała jedzenie a on na głowę go zakłada. Syn oczywiście przyznał rację i chciał zdjąć tą atrapę hełmu i tu zaczął się problem. Garnek za nic nie chciał uwolnić się jego głowy. Obracał w jedną i drugą stronę, a garnek jak siedział tak siedział. Mąż już był gotowy jechać do warsztatu po przecinak i inne narzędzia tnące, syn w strachu, ja wściekła, a garnek w najlepsze na głowie czołgisty. Wreszcie córka wpadła na genialny pomysł „ jak on taki łysy, to trzeba  mu poślizg zrobić i dużo nie myśląc kazała przechylić głowie do dołu i nalała na tą pustą łepetynę oleju, po kilku obrotach udało się, garnek puścił  nieszczęśnika. Biedna głowa  mojego synka wyglądała jak wypolerowany do handlu pomidor, błyszczący i czerwony. I choć jemu nie było do śmiechu, a mnie było go bardzo żal, bo wiem że się też zdenerwował, śmieliśmy się do rozpuku. Wczoraj robiąc paszteciki i wspominając tą historie uśmiałyśmy się setnie. Brzuch ciężaróweczki wpadł w taką wibrację, że aż się wystraszyłam czy nie będę musiała jej już zawozić do szpitala. 
wtorek, 24 lutego 2009
Damskie śrubokręty
Lubię sobie poszperać w sieci, chodząc po różnych stronach natrafiam na różne fajne rzeczy, dzisiaj znalazłam takie śmieszne narzędzia, śrubokręty dla kobiet. Śliczne, chociaż nie wiem czy wygodne w użyciu, sama lubię trochę po majsterkować i byłoby fajnie mieć takie śmieszne śrubokręty Tylko czy te futrzane frędzelki nie będą się wkręcały w śrubki? Ale czy tak, czy siak są one są urocze? Nic tylko je używać, tylko co tu rozkręcić? Często wszystkie te nowoczesne urządzenia tak są skonstruowane, że nie wiadomo jak je rozkręcić, bo śrubek nie widać, ostatnio właśnie się namęczyłam nad rozkręceniem tostera, trach ciach i przestał działać, wajcha którą się opuszcza po włożeniu tostów nie zatrzymywała sie w tym miejscu co powinna. Pomyślałam no przecież to proste,widocznie coś tam spadło jak czyściłam toster. Śrubki były sprytnie ukryte pod nóżkami, odkręciłam trzy a czwartej nie daje rady, jest to taka śruba, której zwykły śrubokręt nie odkręci musi być taki z rozcięciem, no i kicha mimo szczerych chęci naprawienia nie zreperowałam tostera. Nie mam takiego śrubokręcika,nic innego mi nie zostalo tylko kupić nowy.I to raczej szybko, bo po tych świeżych bułeczkach, po tym wiejskim chlebku,jakoś mnie "rozsadza," ubrania dziwnie ciasne sie zrobiły. Po tostach nie miałam takich problemówm, mąż mówi że może, powinnam sie zważyć,(taka delikatna aluzja czy co?) a waga stoi teraz w sypialni. On chyba nie zdaje sobie sprawy, że kombinacja dużego lustra jakie jest w sypialni i wagi to jest zwykły sadyzm.Nie rozumiem po co on ją tam postawił?Tak musze zaczac jeś tosty i tylko szkoda mi tego tostera, bo był w komplecie z ekspresem i czajnikiem taki zestaw śniadaniowy? A oddawać do naprawy też pewnie się nie opłaci.
śrubokręty
poniedziałek, 23 lutego 2009
Jeszcze nie rodzimy
Spieszę uspokoić wszystkich, moja Ciężaróweczka jeszcze jeździ i to całkiem sprawnie. Byliśmy wczoraj w szpitalu na badanu, na razie ma spać spokojnie- to jeszcze nie czas? Ciekawe, jaki dla lekarzy jest ten odpowiedni? A swoją drogą jak można spać spokojnie jak człowiek słyszy takie słowa „ i dobrze, że jeszcze nie trzeba rodzić, bo dzisiaj w żadnym szpitalu nie ma miejsc „ a jutro, a pojutrze? Czy wyrzucą trochę rodzących, czy otworzą któryś z zamkniętych szpitali? Dawniej w dzieciach szło się na ilość, choćby Sienkiewiczowska Helena z Ogniem i mieczem. Aby urodzić wykukanych jej przez kukułkę dwunastu synów, musiała w ciąży być nieprzerwanie 9 lat, do tego trzeba dodać jeszcze przeszkodę, że mąż ciągle na wojnie. I szczęście ,że nie żyje w czasach teraźniejszych bo z miejscem w szpitalu miałaby olbrzymie kłopoty, chyba że wprowadzony zostałby stały abonament. Dzisiaj taka ilość dzieci wydaje się prawie barbarzyństwem, ale skądś to powiedzenie, „co rok to prorok" przecież się wzięło? Teraz kobiety idą na jakość, i jakoś jest dzieci rodzą się coraz śliczniejsze. Ale z tą końcóweczką są problemy, bo jak rodzić pięknie i z godnością, wspaniałe dzieci jak nie ma gdzie? Wszystko na świecie robi się coraz szybciej tylko dzieci coraz wolniej. Matki nie rodzą już raz w roku, tylko często raz w wieku. I trzeba dodać coraz późniejszym i co z tego ze podchodzą do macierzyństwa świadomie, jeśli słyszą w szpitalu trzeba jeździć i szukać miejsca, gdzieś panią przyjmą. Moja ciężaróweczka ze szpitala wyszła i odetchnęła - dobrze, że to jeszcze nie czas, „ ale czy długo będzie w stanie tłumaczyć bąbelkowi, żeby się jeszcze nie spieszył, bo sala zajęta? I jak ma się do tego polityka prorodzinna?
 
paseczek 1
sobota, 21 lutego 2009
Namąciła jak Troll
Dzisiejszy dzień zaczął się tak jak każdy inny, kawa, włączony komputer. Sprawdziłam pocztę, zresztą całkiem niepotrzebnie, żadnych nowych wiadomości nie ma, przecież nie dawałam swojego maila nikomu. Czy ten dzień tez będzie takim przygnębiającym dniem jak te ostatnie dni? Przydałaby się odrobina twardego realizmu, trzeba pomyśleć o całym zajściu na forum, całej tej niepotrzebnej przepychance i głupiej pyskówce jako o rzeczy nieuniknionej. Atmosfera była gęsta od dłuższego czasu i wcześniej czy później ,by się stało co się stało.Albo forum zginęłoby samo, bo jak ilość czytających przekracza dużo liczbę piszących, to wiadomo w krótkim czasie zostaje biały ekran nie ma co czytać. I dziwię się, że ludzie którzy wydawałoby się są inteligentni nie rozumieją takiej prostej rzeczy.

Według Wikipedii, kłótnia internetowa to seria wiadomości celowo wrogich lub obraźliwych wysyłanych do grup dyskusyjnych. Jest to jedno z największych pogwałceń netykiety. Najczęściej "wojna" zaczyna się od drobnej różnicy poglądów dwóch użytkowników, z których żaden nie zamierza odstąpić od swojego zdania. Wyraźna jest eskalacja agresji - zaczyna się od drobnych uszczypliwości, a kończy na poważnych obelgach i zniewagach. Dla wielu ludzi Internet bywa też miejscem odreagowania skrywanych frustracji.

Nie mam osobiście nic przeciwko dyskusjom, w których nikt nie chce ustąpić swojego zdania. Wiem że, ludzie często oczekują od siebie nawzajem, żeby budowane przez lata poglądy zmienić w ciągu jednej rozmowy. A tego tak się nie da, żeby zmienić swoje zdanie trzeba rozsądnych argumentów. Odbijają więc taką słowną piłeczkę, często w mało cywilizowany sposób. Używając słów których jeden facet pod budką z piwem by się nie powstydził. A już najgorsze jak wpadnie taki troll namąci, namąci i zadowolony z tego co zrobił ucieknie. Albo doprowadzi do takiej ostrej wymiany zdań, że nie ma już od nich odwrotu. I tylko szkoda tych co udziału w tej dyskusji nie brały, zostały ukarane ? Nie to nie tak, inaczej zrobić nie można było. Tylko definitywny koniec może oczyścić atmosferę.

internetowe kłótnie